Remont drogi u zbiegu ulic Wojska Polskiego i Nadmorskiej w Łebie zamienił turystyczne serce Łeby w plac budowy, budząc ogromny niepokój wśród miejscowych przedsiębiorców. Choć pogoda dopisuje i do miasta przyjeżdżają już pierwsi turyści, okolice kluczowego skrzyżowania opustoszały.
Właściciele okolicznych biznesów z przerażeniem patrzą na rozkopane drogi i brak dojazdu, obawiając się, że przeciągające się prace zrujnują ich dochody na starcie sezonu. W najgorszej sytuacji znaleźli się właściciele obiektów noclegowych położonych w miejscach, gdzie droga jest nieprzejezdna. Goście nie mają możliwości zaparkowania na terenie obiektów noclegowych, a na domiar złego właściciele zmagają się z falą odwoływanych rezerwacji. – Przez rozkopaną drogę dojazd do obiektu jest niemożliwy, a klienci odwołują pobyty – zapewnia właściciel jednego z odciętych obiektów noclegowych. Ci, którzy zdecydowali się przyjechać, muszą ratować się parkowaniem na podwórku u sąsiada, który zgodził się przyjmować ich samochody.
Równie źle wygląda sytuacja po drugiej stronie ulicy, gdzie, jak zapewniają mieszkańcy, obiecano nie zrywać chodnika, natomiast jest on rozkopany i piesi muszą brodzić w piachu. Turyści omijają tę strefę szerokim łukiem, a dotarcie do okolicznych lokali gastronomicznych jest mocno utrudnione. Największy problem mają rodziny z wózkami dziecięcymi oraz osoby z niepełnosprawnościami, dla których piaszczysta droga ta jest szczególnie uciążliwa. – Obiecywano nam, że chodnik nie zostanie rozebrany, a teraz zamiast niego mamy tu sam piach i zero klientów. Rodzice z wózkami i osoby niepełnosprawne po prostu nie są w stanie do nas dotrzeć i rezygnują – komentuje właściciel jednej z restauracji.
Choć władze miasta uspokajają i deklarują, że cała inwestycja zostanie zakończona przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego, przedsiębiorcy codziennie liczą straty. Frustrację przedsiębiorców potęguje fakt, że na placu budowy często nic się nie dzieje. – 20 maja budowlańcy zabrali maszyny, wszystko jest rozkopane, a plac budowy stoi pusty – relacjonuje właściciel lokalu gastronomicznego. – Zamiast postarać się i zrobić to w takim tempie, żeby nie przedłużać, to oni robią dwa-trzy dni, a potem jadą w inną lokalizację. Harmonogram tych prac to jakaś pomyłka, jest kompletnie źle przygotowany. I tak to wygląda: trochę tu, trochę tam – dodaje rozżalony.










