Nielegalna trasa rowerowa w lesie pod Lęborkiem wzbudziła zdecydowaną reakcję leśników. Nie chodziło o drobne zmiany, ale o poważną ingerencję w leśne siedlisko. Były głębokie wykopy, nasypy, zniszczone korzenie drzew, prowizoryczne skocznie i śmieci. Nadleśnictwo Lębork zlikwidowało samowolną trasę.
Leśnicy podkreślają, że sama jazda na rowerze po lesie może być świetnym sposobem na aktywne spędzanie czasu. Problem pojawia się wtedy, gdy pasja prowadzi do niszczenia przyrody. Na nielegalnej trasie zerwano wierzchnią warstwę gleby i wykopano bardzo duże jamy. Uszkodzone zostały również korzenie drzew.
Na miejscu powstały nasypy, podkopy i prowizoryczne konstrukcje. Do ich budowy wykorzystano między innymi stare palety i resztki drewna. Ścięto także żywe drzewa. Wokół trasy leżały plastikowe butelki, poduszki oraz inne pozostałości.
Trasa miała około 200 metrów długości, a różnica wysokości między jej początkiem i końcem wynosiła 50 metrów. Tak duże nachylenie pozwalało szybko nabrać prędkości. Wąska ścieżka prowadziła między drzewami, a dodatkowym zagrożeniem były głębokie doły i wysokie skocznie.
Z prowizorycznych konstrukcji korzystali również młodzi rowerzyści. Leśnicy zwrócili się więc do rodziców z pytaniem, czy wiedzą, gdzie i w jakich warunkach jeżdżą ich niepełnoletnie dzieci?
Na szczęście nielegalna trasa jest już historią. Nadleśnictwo Lębork zlikwidowało ją i uprzątnęło pozostawione odpady. Wiązało się to jednak z dodatkowymi, nieplanowanymi kosztami oraz pracą ludzi.




