We wtorek, 10 marca, w Lęborku odbyły się uroczystości upamiętniające 81. rocznicę mordu dokonanego przez żołnierzy Armii Czerwonej na plebanii kościoła św. Jakuba Apostoła w dniu ich wejścia do miasta w 1945 roku. W wyniku tej zbrodni życie stracili księża oraz cywile szukający schronienia przed Sowietami.
Podczas mszy św. odprawianej w kościele św. Jakuba Ap. przez proboszcza franciszkanina o. Damiana Basaraba modlono się za osoby, które próbując uciec się przed Sowietami schroniły się na plebanii wraz z księżmi Robertem Königiem i Franciszkiem Szynkowskim. Mimo tego zostały tam zamordowane przez rosyjskich żołnierzy.
Po zakończeniu nabożeństwa uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty oraz zapalili znicze pod tablicą pamiątkową wmurowaną w ścianę plebanii, ufundowaną w 70. rocznicę tamtych wydarzeń w 2015 roku. Widnieje na niej napis upamiętniający osoby zamordowane przez Sowietów 10 marca 1945 roku – ks. Roberta Königa, ks. Franciszka Szynkowskiego oraz uciekinierów przed Armią Czerwoną, którzy przebywali na terenie plebanii.
W imieniu samorządu Lęborka kwiaty złożył zastępca burmistrza Krzysztof Król. Władze powiatu lęborskiego reprezentowali wicestarosta lęborski Adrian Wenta oraz radny rady powiatu lęborskiego Ryszard Wenta.
W uroczystości wzięli udział duchowni, mieszkańcy miasta oraz parafianie, którzy wspólnie oddali hołd ofiarom i przypomnieli o dramatycznych losach Lęborka oraz jego mieszkańców w ostatnich miesiącach II wojny światowej.
Wydarzenia, do których doszło 81 lat temu w budynku plebanii, stanowią jeden z najbardziej dramatycznych epizodów w historii miasta. Choć w wyniku zakończenia wojny Lębork został włączony do państwa polskiego, towarzyszyły temu również tragiczne konsekwencje – zniszczenie znacznej części centrum miasta spowodowane przez pijanych żołnierzy sowieckich oraz tzw. trofiejszczyków, czyli osoby podążające za frontem w celu rabowania zdobytych terenów.
Samo zdobycie miasta przez oddziały Armii Radzieckiej należące do 2. Frontu Białoruskiego, dowodzonego przez marszałka Konstantego Rokossowskiego, odbyło się bez poważniejszych strat materialnych. Dopiero późniejsze działania żołnierzy radzieckich doprowadziły do dewastacji miasta – szczególnie po przejęciu zapasów spirytusu należących do firmy Koch & Kaspar.
Pod pretekstem poszukiwania ukrywających się niemieckich żołnierzy cywile byli wyciągani z domów. Sowieccy żołnierze nie tolerowali sprzeciwu i brutalnie traktowali mieszkańców.

Oto fragment artykułu pt. „Strzały na plebanii” autorstwa Jana Chlebowicza z „Gościa Gdańskiego” nr 15/2014, który opisuje tragiczne wydarzenia z 10 marca 1945 roku:
„Część mieszkańców szukała schronienia na plebanii kościoła św. Jakuba Apostoła. Proboszczem parafii był wówczas ks. dr Kurt Heinrich, kapłan katolicki, Niemiec. – Niektórzy mówili o nim „chodząca świętość”. Nawet w czasie wojny, mimo ostrych hitlerowskich zakazów, słuchał spowiedzi w języku polskim. Na plebanii przebywali także gospodyni, młody niemiecki duchowny ks. Robert König oraz ks. Franciszek Szynkowski z Niezabyszewa, któremu towarzyszyli siostra z mężem i ich dwie córki. Według relacji ks. Heinricha, oprócz nich, w piwnicy plebanii schroniło się aż 50 lęborczan, w tym kobiety i dzieci. W pewnym momencie koło świątyni zaczęło kręcić się kilku Rosjan. Zażądali od ks. Heinricha kluczy do stajni. Chcieli ukraść konie. Jednak w budynku zastali jedynie starego opla. Żołnierzom nie udało się odpalić auta. Byli wściekli. Weszli na plebanię i zaczęli grozić, że wszystkich pozabijają. Usiedli w kuchni i zaczęli pić. Chcieli, by siostrzenice ks. Szynkowskiego dosiadły się i im towarzyszyły. Kiedy te odmówiły i wylały wódkę do zlewu, wpadli w szał. Sowieci rzucili się na młode kobiety, próbując je zgwałcić. One uciekły do jadalni, w której, jak wspomina ks. Heinrich, przebywało wówczas 18 osób. Jedna z dziewczyn uklękła. Rosjanin tłukł ją kolbą karabinu i kopał. Miała wtedy powiedzieć: „Ja nie idę do was, lecz do mojego Boga”. W tym czasie inny czerwonoarmista siłą rozbierał gospodynię plebanii. W jej obronie stanął ks. Szynkowski. Rosjanin zaczął wrzeszczeć, że wszystkich zabije. Potem kazał opuścić budynek kobietom z małymi dziećmi. Księża udzielili wszystkim pozostałym w środku rozgrzeszenia. Ks. König trzymał w ręku hostię. Kapłani przeczuwali, że może dojść do tragedii.
Proboszcz zaczął błagać o litość. Bezskutecznie. Jeden z czerwonoarmistów zamknął się w pokoju plebanii z 16-letnią dziewczyną, którą brutalnie zgwałcił. Według relacji ks. Heinricha na sam koniec strzelił jej w tył głowy, a krwi było tak dużo, że aż wylewała się z pomieszczenia. Księdzu Heinrichowi udało się opuścić budynek. Szukał pomocy u rosyjskich oficerów. O tragedii, która nastąpiła potem, dowiedział się od swojej gospodyni. Jeden z żołnierzy ponownie próbował zgwałcić siostrzenicę ks. Szynkowskiego. Podczas szarpaniny z dziewczyną wypaliła jego broń, raniąc Rosjanina w stopę. Sowieci opuścili budynek. Jeden z nich miał wrzucić do środka granat. Chwilę później padły strzały. Zginęli ks. König, ks. Szynkowski, cała jego rodzina oraz przyjaciel. Przez dwa tygodnie ciała zamordowanych leżały niepochowane. W końcu ktoś pogrzebał je w ogrodzie przy plebanii. Potem dzięki ks. Heinrichowi zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz. Kilka miesięcy później niemiecki proboszcz musiał opuścić Polskę”.
Źródło: Urząd Miejski w Lęborku / Starostwo Powiatowe w Lęborku

























































Cosik tumów nie było…ale za to tumany były