reklama
Kultura

Pomnik amerykańskich pilotów – miejsce, które trzeba odwiedzić !

Pomnik amerykańskich pilotów – miejsce, które trzeba odwiedzić !

Historia tego pomnika liczy już sobie dobrych 10 lat… Początkowo miał on stanąć w lubiatowskim lesie, kilkaset metrów od miejsca katastrofy amerykańskich bombowców B17 z 1944 roku… później były nawet plany by stanął w pobliżu Kościoła w Osiekach Lęborskich. Był też czas, że pomnik ten chciano wreszcie usytuować w bardziej reprezentacyjnym miejscu, opodal Urzędu Gminy w Choczewie. Niestety nic z tych planów nigdy nie wyszło…

reklama

I oto w sierpniu 2021 roku, staraniem Stowarzyszenia Eksploracyjno-Edukacyjno-Historycznego „Białe Gwiazdy” z Poznania, Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) i Gminy Krokowa, pomnik poświęcony pamięci amerykańskich lotników z załóg bombowców B-17 („Chicken Ship” i „Scarlet Harlot”), wykonujących lot bojowy na zakłady „Focke Wulf” w Rumi i Malborku a zestrzelonych w dn. 9 kwietnia 1944 roku nad lasami Choczewa… znalazł wreszcie swoje miejsce, choć nie terenie Gminy Choczewo. Pomnik zaczął się materializować, gdy sprawą amerykańskich lotników zainteresowała się wreszcie sąsiednia Gmina Krokowa.

Już wcześniej, bo 09.08.2014 r. w Białogórze (gm. Krokowa), opodal punktu informacji turystycznej, odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy historycznej, upamiętniającej 70 rocznicę nalotu sił powietrznych USA na Gdynię, Gdańsk, Rumię, Malbork i Poznań, gdzie znajdowały się niemieckie obiekty militarne oraz fabryki produkujące sprzęt wojskowy.

W uroczystości tej wzięli wówczas udział: Henryk Doering – nieżyjący już Wójt Gminy Krokowa, ks. Tomasz Juchniewicz – Proboszcz Parafii Wniebowzięcia NPM w Białogórze, Władysław Miąskowski – Sołtys Białogóry i radny Gminy Krokowa, pomysłodawcy tablicy i miłośnicy historii: Damian i Maurycy Drąszkiewicz oraz Andrzej i Ireneusz Nieścior a także wczasowicze i mieszkańcy Białogóry.

Po kolejnych 7 latach starań, przy wydatnej pomocy Instytutu Pamięci Narodowej i władz Gminy Krokowa, projekt pomnika poświęconego pamięci amerykańskich lotników, o którym mowa na wstępie doczekał się wreszcie szczęśliwej realizacji… Został on usytuowany na parkingu leśnym opodal Słuchowa przy lokalnej drodze do Białogóry, ok. 600 m na północ od rozwidlenia dróg nad morze i do Wierzchucina – prawie 6 km od rzeczywistego miejsca katastrofy obu bombowców.

Mówiło się, że w uroczystości odsłonięcia pomnika ma wziąć udział… Prezydent RP – Andrzej Duda i wielu innych zaproszonych także z USA gości, ale po dziś dzień to się jeszcze nie udało.

Tak na marginesie, wielka szkoda, że pomnik ten nie stanął ostatecznie na Ziemi Choczewskiej, tym bardziej, że bombowce te rozbiły się przecież w okolicach Szklanej Huty… Miejsce to z całą pewnością mogłoby przynieść Gminie Choczewo sporo rozgłosu i swoistej reklamy, również w amerykańskich mediach. Niestety…

Historia katastrofy amerykańskich bombowców B-17 została po raz pierwszy szczegółowo opisana w przewodniku historyczno-krajoznawczym Iwony Ratajczak i Marka Drzewowskiego – „Kopalino, Lubiatowo i okolice”, wydanym w 2014 r. przez Wydawnictwo Regionalne „Sasino”. Poniżej, fragment książki, przygotowany we współpracy z Damianem Drąszkiewiczem:

Dzień 9 kwietnia 1944 roku był tym, kiedy siły powietrzne 8 Armii Powietrznej USA przypuściły skomasowany atak powietrzny na niemieckie obiekty infrastruktury lotniczo-technicznej w północnej Polsce. Był to jednocześnie jeden z najdalszych nalotów, jaki podczas II wojny światowej przeprowadziły bombowce UASF. Wzięło w niej udział np. 300 maszyn B-17 i B-24, których określone wcześniej podczas akcji zwiadowczych cele, znajdowały się w dwóch rejonach obecnej Polski. Część maszyn poleciała w kierunku Poznania zbombardować lotnisko w Krzesinach oraz infrastrukturę kolejową w centrum miasta, natomiast pozostałe samoloty przy niesprzyjającej pogodzie udały się w kierunku Danii i dalej w stronę Morza Bałtyckiego. Wobec złych warunków pogodowych około 15 maszyn zawróciło, wiele innych z powodu gęstych chmur zgubiło szyk, tracąc jednocześnie orientację w terenie. Trudną sytuację pogłębiał dodatkowo brak łączności radiowej z centralą dowództwa. Niestabilny szyk bojowy zmuszał załogi do wypatrywania w chmurach zarówno samolotów własnych jak i wroga. Wkrótce potem amerykańskie maszyny zostały zaatakowane przez wrogie myśliwce Focke Wulf FW-190 i Messerschmitt.

Na krótko przed celem grupa bombowców rozdzieliła się. Część zaatakowała cele w Rumi, Gdańsku i Gdyni, a pozostali obrali kurs na Malbork, by zniszczyć fabryki i infrastrukturę lotniskową samolotów FW-190. Poprawa pogody pozwoliła na precyzyjny atak, pomimo zajadłych ataków ze strony samolotów wroga i obrony przeciwlotniczej zlokalizowanej na terenach bombardowanych, jak i zacumowanych w porcie, niemieckich okrętach wojennych. Po zrzuceniu bomb eskadry biorące udział w nalocie zwarły szyk i podjęły obronę w celu bezpiecznego powrotu do baz w Anglii. W trakcie formowania szyku dołączyła, zgodnie z rozkazem, powracająca z bombardowania Poznania eskadra bombowców. Duża liczba wrogich myśliwców i niespotykany ostrzał naziemnej obrony przeciwlotniczej doprowadził do utraty wielu maszyn 8 Armii Powietrznej USAF.

Powracające w nalotu nad Gdynię dwie maszyny B-17 z 457 Amerykańskiej Grupy Bombowej o numerach: 42-97465 i 42-97537, pilotowane przez por. Roberta Walkera i por. Amosa W. Sheparda rozbiły się w lesie na północ od Osieków Lęborskich. Jak stwierdził później jeden z członków załogi samolotu 42-97537, jego maszyna została trafiona przez obronę przeciwlotniczą, co spowodowało np. utratę jednego z czterech silników a tym samym zmusiło do obniżenia lotu i wyłamania się z szyku. Zaistniałą sytuację wykorzystały natychmiast niemieckie myśliwce, które zaatakowały samotną maszynę, doprowadzając ostatecznie do jej strącenia. W tym samym czasie, nie wiedząc o sobie nawzajem, został także ostrzelany samolot Roberta Walkera (42-97465). Porucznik Walker próbo-wał wyprowadzić maszynę z lotu nurkowego, ale w wyniku trafienia odpadło mu lewe skrzydło, skutkiem, czego jego maszyna rozpadła się na drobniejsze elementy. Oba bombowce lecąc w dół paliły się, nie przypominając już swym wyglądem wielkich „latających fortec”.

Załogi tych maszyn wyskakiwały na spadochronach w odstępach czasu, informując się o tym przez interkom. Lecąc już na spadochronach widzieli, jak Niemcy organizują na ziemi obławę. Niestety, samolotu 42-97465 nie zdążył opuścić dowódca por. Robert Walker, który zginął w palącym się wraku. Według zeznań załogi ich dowódca nie żył już prawdopodobnie w momencie katastrofy. Nie była to jedyna ofiara w tym samolocie. Drugą był strzelec ogonowy – sierżant Bruce L. Kustaborder, który zapewne nie był wstanie opuścić koziołkującego samolotu, natomiast trzecią – sierżant Kneeeland I. Parshley, który ostrzelany podczas opadania na spadochronie, zmarł w drodze do szpitala. Więcej szczęścia miała załoga drugiego bombowca 42-97537, gdzie zginął jedynie inżynier pokładowy – sierżant Joseph I. Fasone, którego spadochron nie zdołał się prawidłowo otworzyć. Ocalali wówczas członkowie załóg trafili do obozów jenieckich porozrzucanych po niemalże całej Europie. Niektórzy z nich powrócili do USA dopiero po 1,5 roku od aresztowania…

Po wojnie „misja szwajcarska” wraz z przedstawicielami amerykańskich sił powietrznych (USAF) ekshumowała wcześniej pochowanych żołnierzy i przeniosła ich zwłoki na cmentarze wojskowe w Holandii. Jedynie ciało porucznika Walkera nie zostało nigdy odnalezione i prawdopodobnie nadal spoczywa w lesie opodal Osieków Lęborskich.

Grupa miłośników historii, o których mowa na wstępie prowadzi intensywne prace dokumentacyjne, mające również na celu wyjaśnienie szeregu innych wątków tego zdarzenia. Wielce zagadkowa wydaje się być np. historia trzeciego zaginionego bombowca, który prawdopodobnie rozbił się także podczas tej samej misji – 09.04.1944 r. Zgromadzone dotychczas informacje, zostaną przedstawione w odrębnej pozycji książkowej, jaka ma zostać wydana przy okazji ceremonii odsłonięcia pomnika poległych na terenie choczewskiej gminy pilotów amerykańskich. Być może weźmie też w niej także udział jedyny, żyjący po dziś dzień uczestnik tamtych wydarzeń, urodzony w 1922 r. i odznaczony „Purpurowym Sercem” (amerykańskie odznaczenie wojskowe, przyznawane w imieniu prezydenta USA tym, którzy zostali ranni lub zabici w czasie służby wojskowej w Armii USA) – sierż. Arnold E. Kauffman.

Skład załogi Boeinga B-17G nr 42-97465:

  • Pilot – por. Robert K. Walker 
  • drugi pilot – por. J. B. Latham
  • nawigator – por. Frank S. Jackson
  • bombardier – por. Marlin D. Greenawalt
  • mechanik pokładowy – sierż. Lionel W. Havlas
  • radiooperator – sierż. David M. Gerber
  • lewy boczny strzelec – sierż. Leland E. Mills
  • prawy boczny strzelec – sierż. Kneeland I. Parshley 
  • dolny strzelec – sierż. Frank L. Croft, Jr.
  • strzelec ogonowy – sierż. Bruce L. Kustaborder 

Skład załogi Boeinga B-17G nr 42-97537:

  • Pilot – por. Amos W Shepard
  • drugi pilot – por. Ralph O. Hammerstrom
  • nawigator – por. Kenneth Galyean
  • bombardier – por. Herbert W. Spalding
  • mechanik pokładowy – sierż. Joseph I. Fasone 
  • radiooperator – sierż. Jon E. Roberts
  • lewy boczny strzelec – sierż. Arnold E. Kauffman
  • prawy boczny strzelec – sierż. Amos T. Bunch
  • dolny strzelec – sierż. Harold E. Smith
  • strzelec ogonowy – sierż. William H. Good

Marek Drzewowski

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.