„Nie chcemy nowych centrów handlowych” czy „Nie zabierajcie nam miejsc pracy” – takie hasła trzymali na transparentach lęborscy kupcy, którzy przyszli zaprotestować przed lęborski ratusz. Kupcy mówią twardo – nie chcemy kolejnych marketów. Mówią, ale władze miasta nie ukrywają, że przy al. Jana Pawła II w pobliżu hurtowni, może powstać duża galeria handlowa.
Inwestor już zabiega w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o wybudowanie ronda na al. Jana Pawła II, które miałoby umożliwić zjazd na te działki z drogi krajowej nr 6. Co więc proponują kupcy?
– Uważamy, że przedmiotowe skrzyżowanie (rondo), jeżeli już kiedykolwiek miałoby powstać, to dopiero po wybudowaniu południowej obwodnicy Lęborka, a tereny położone w tym rejonie Lęborka, tj. przy drodze krajowej nr 6 powinny być przeznaczone w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na działalność produkcyjną, usługową czy też na budownictwo mieszkaniowe, a nie na działalność handlową – centra handlowe – napisali w petycji do przewodniczącego Rady Miasta kupcy ze Stowarzyszenia Kupców Powiatu Lęborskiego.
Kupcy przyszli zaprotestować przed ratusz w czasie, kiedy radni miejscy mieli rozpocząć obrady Rady Miasta. Ta z powodu pikiety rozpoczęła się z godzinnym opóźnieniem. Kilkadziesiąt osób weszło z transparentami i petycją na salę obrad. Były krzyki, zamieszanie i protesty. Jednak sytuacja zaogniła się, kiedy głos zabrał radny Marcin Milczewski.
– Ja państwa obawy rozumiem, bo sam jestem prywatnym przedsiębiorcą – mówił radny Marcin Milczewski, prywatny przedsiębiorca i pracownik Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. – Ale idąc waszym tropem myślenia, mógłbym okupować gabinet pana burmistrza i mówić „Panie burmistrzu niech pan nie wyda żadnego więcej pozwolenia na działalność gospodarczą, bo ja nie pozwalam”.
Kupcy słysząc słowa radnego i brak zrozumienia dla ich problemu z jego strony zawrzeli.
– Zatrudnisz nas, kiedy stracimy pracę, pójdziemy na bruk człowieku. Ja nie mam pensji radnego i żeby przeżyć muszę harować jak wół – wykrzyczał jeden z kupców.
– A pan myśli, że ja mam łatwo, jak pan chce, to możemy się zamienić – odpowiedział radny Milczewski.
– Ja nie chcę się zamieniać, ja chcę normalnie pracować, robić to co robię, ale dajcie mi żyć, to wy mi nie dajecie żyć – usłyszał w odpowiedzi radny.
Sytuację uspokoił Jerzy Dziedziński, członek zarządu Stowarzyszenia Kupców Powiatu Lęborskiego.
– Usłyszałem w tym budynku, że my możemy protestować, ale może też tu przyjść dwa tysiące osób, które są za marketami – stwierdził Jerzy Dziedziński. – I to się zgadza, zdania są podzielone. Mam nadzieję, że ktoś mądry pokieruje tutaj ludźmi w Lęborku, bo tych którzy sobie jakoś radzą jest co raz mniej. Chciałbym jednak dożyć takiego czasu, kiedy rada przeciwstawi się jakiemuś tam kolejnemu centrum handlowemu i powie „NIE” takiej inwestycji.
Radny Włodzimierz Klata zaproponował organizowanie wspólnych spotkań pomiędzy kupcami a władzami miasta, takie jak były organizowane we wcześniejszych latach, bo jednym z powodów dzisiejszego protestu było brak informacji o planach budowy ronda na al. Jana Pawła II i co za tym idzie planów budowy centrum Handlowego przy tej ulicy.
Na pytanie dlaczego kupcy nie protestowali szybciej, kiedy powstawał jeden market za drugim, usłyszałem odpowiedź:
– Bo w końcu czara goryczy się przelała. Ludziom pracuje się co raz trudniej, już prawie 1/3 pawilonów handlowych na targowisku miejskim jest zamknięta a sytuacja jeszcze się pogarsza. My pracujemy i płacimy wszystkie podatki, a duże sklepy wielkopowierzchniowe to głównie kapitał zagraniczny. Nic nie da, że będziemy prowadzić kampanie informacyjną wśród mieszkańców Lęborka, żeby kupowali nasze, polskie produkty, od polskich rolników i polskich firm, bo marketów i tak już nie zniszczymy, ale chcemy uczciwej konkurencji i uczciwego podejścia do naszej pracy – powiedział Jan Neubauer, ze Stowarzyszenia Domu Handlowego Kupiec w Lęborku.
Adam Reszka