Po koniec kwietnia, podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Lęborku radni zagłosowali za zmianą Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego dla rejonu ulic Handlowej i Węgrzynowicza. Zmiana umożliwi zabudowę wielorodzinną, czterokondygnacyjną na lęborskim targowisku, z usługami w części parterowej. Mogłoby tam powstać 20 mieszkań. Uchwale przygotowanej w takiej formie sprzeciwił się radny Tomasz Sopyłło.
Radny Sopyłło na swoim facebookowym profilu skomentował głosowanie w następujący sposób:
„Sprawa nie była konsultowana ze wszystkimi przedsiębiorcami na targowisku, brak także całościowego pomysłu dla tego terenu. Tak dużą zmianą obejmuje się tylko niewielką część. Taka zmiana to możliwość budowy ok. 20 mieszkań co faktycznie da około 30 nowych samochodów. Mają one parkować w granicach działki, która ma tylko 900 m kw.”.
„Brak całościowej koncepcji”
Dodał, że zagłosował przeciwko, ponieważ w planie zagospodarowania terenu lęborskiego targowiska brak jest całościowej koncepcji. Takie pojedyncze zmiany to według niego nic innego jak jego pełzająca likwidacja.
– W moim przekonaniu ten pomysł, jeżeli on oczywiście by się ziścił, bo pod znakiem zapytania stoją sprawy parkingowe, to realizacja tego założenia – zabudowy czterokondygnacyjnej plus zdaje się użytkowe poddasze, byłoby taką zamaskowaną likwidacją rynku, który jest w tej dalszej części – powiedział podczas sesji Tomasz Sopyłło, radny Ray Miejskiej w Lęborku.
Projekt bez konsultacji z kupcami
Głos zabrali też Patryk Bianga i Konrad Chmiel. Ten pierwszy również zwrócił uwagę na to, że projekt zmian nie był konsultowany z kupcami.
– Ten teren, który nam przedstawiono na komisji, jego zmiana w perspektywie czasu wyglądałaby pewnie dobrze, tylko że znowu wracamy do korzeni – przedstawiamy jakiś plan, który nie jest w żaden sposób konsultowany z tymi przedsiębiorcami. Rozmawiałem z jednym z nich – tam jest około 10 mikorprzedsiębiorstw, które działają, funkcjonują. Są to często firmy pokoleniowe, które mają związane ręce, bo stworzono im pewien nieład prawny – niektórzy są właścicielami gruntu, inni nie są. Ta sytuacja tam jest dosyć złożona… – mówił Patryk Bianga.
Zmiany na korzyść przedsiębiorców
Sprawę próbował tłumaczyć burmistrz, który zaznaczył m.in, że zmiana planu nie dotyczy tylko małego fragmentu wzdłuż Alei Niepodległości, tyko całego targowiska miejskiego.
– Plan został zrobiony na wniosek dwóch stowarzyszeń kupców. Chodziło im głównie o to, żeby była możliwości scalania tych lokali. Nie można tego robić, choć jak ktoś się dobrze przyjrzy to… nie będę dokańczał. To unormowanie tych zapisów, bo do tej pory nie można było tych lokai łączyć, a nawet zmieniać koloru elewacji, bo takie plan ma sztywne zapisy. Taka była główna idea – wyjaśniał Jarosław Litwin, burmistrz Lęborka.
Urzędnicy chcą dać szansę
Włodarz Lęborka zapewnił jednak, że kupcy z targowiska mogą spać spokojnie.
– Dajemy szansę. To nie jest tak, że ktoś tych ludzi z pawilonów od Alei Niepodległości usunie, bo jak ktoś z nich się nie zgodzi, to oni cały czas tam będą do końca życia i mogą to dalej sprzedawać i nic się nie wydarzy. To jest danie szansy na sprawdzenie na małym fragmencie, czy kiedyś, bo to pewnie będą lata, gdy komuś – dwóm, trzem właścicielom, a może tylko jednemu – skupić wokół siebie tylko ten teren, dzięki czemu będzie mógł na dole postawić lokale usługowe, a u góry mieszkaniowe – dodał Jarosław Litwin.
Za przyjęciem uchwały zagłosowało czternastu radnych, pięciu wstrzymało się o od głosu, jeden był przeciw (Tomasz Sopyłło), a jeden radny był nieobecny.













Dlaczego został usunięty komentarz ??
Panie fachowcu T.Sopyllo.Wez Pan w dzierżawę jedna z wolnych bud i pokaz jak sie zarabia !!! Ty nie masz pojęcia o działalności gospodarczej !!! Nadajesz sie Pan do bujania karuzeli.
Pozdrawiam serdecznie
Wygląda na to, że zamiast uczciwie pokazać mieszkańcom i kupcom pełną wizję dla targowiska, radni i burmistrz wolą metodę „szarpania po kawałku”. Dziś mała zmiana – Aleja Niepodległości, jutro kolejna – ulica Węgrzynowicza, potem centrum rynku, aż w końcu nikt nie będzie pamiętał, jak wyglądał pierwotny plan… o ile w ogóle jakiś istnieje.
Radni i burmistrz zamiast jasno powiedzieć, jaki jest plan dla całego terenu, wolą testować granice i sprawdzać, ile da się przepchnąć bez większego oporu. A w tle są przecież konkretni ludzie, konkretne firmy i ich przyszłość. Wszystko to prowadzone jest bez rzetelnych konsultacji, bez całościowej koncepcji, za to z bardzo konkretnym skutkiem: zmianą charakteru miejsca, które dla wielu ludzi jest jedynym źródłem utrzymania.
Do tego dochodzi klasyka gatunku: obietnica na nowe mieszkania, a co za tym idzie – samochody, a miejsca jak nie było, tak nie ma. No ale to przecież „problem na później” i pewnie wtedy to już nie będzie problem obecnej władzy.
Jeśli to naprawdę ma być rozwój miasta, to dlaczego wygląda bardziej jak zarządzanie na zasadzie: „zabierzmy kupcom kawałek i zobaczymy, co się stanie”?
Zaczyna się zawsze niewinnie — od „małego fragmentu”. Tak było z Krymem, potem przyszły kolejne kroki. I choć skala oczywiście zupełnie inna, mechanizm „krok po kroku” dziwnie znajomy (;